Wszystko wykonane dzięki własnej inwencji twórczej © Proszę więc o uszanowanie mojej pracy.
22 maja 2009
Oportunistka (lubiąca pierdolić)
Wszechogarniająca wena twórcza spowodowana słodkim zapachem konwalii i chęcią rychłej zmiany otoczenia. Nie przypuszczałam, że kiedyś się skomercjalizuję jako twórca (lub odtwórca). A jednak u podnóży ideałów leży szeroko pojęta chęć zysku. Cel uświęca środki, czyż nie?
komentarze [4]
27 kwietnia 2009
Zła ona.
Stworzona do wybrzydzania, do bycia atrakcyjną, do przykuwania uwagi, do wpatrywania się prosto w oczy, do kroczenia z wysoko uniesioną głową.
Dzięki Tobie łatwiej odrzuca, pod pretekstem wierności.
komentarze [8]
7 kwietnia 2009
ignorantka.
Obsesyjna mania gapienia się na przemian w monitor komputera i lustro, chorobliwe szukanie paskudztw psujących dobre samopoczucie, branie czegoś, za dawanie siebie, zatracanie się w tolerancji i obronie, zabawa w matkę Teresę z nosem klauna.
Wszyscy są wyjątkowi, to znaczy nikt nie jest. Udajemy patriotów pierdząc w rytm Mazurka Dąbrowskiego.
komentarze [3]
22 marca 2009
smakija
Wróciła stara ja. Ta z powyciskaną twarzą, ta z opieprzonym weekendem, ta dająca kolejne szansy.
Kupiłam brązowe bajery na wiosnę: spodeneczki, torebeczka, a koniec zimy jak był widoczny, tak przepadł. Ja się tak po prostu NIE BAWIĘ! Bawię się za to fortepianem Szopena i ideałem sięgającym bruku. Nie potrafię nie wątpić w cokolwiek. Znów z dnia na dzień, z dnia na dzień. Wpieprzam lekkostrawną kaszkę mannę. Zgłaszam nieprzygotowanie z życia.
Dać mylogowi szansę?
komentarze [12]
2 grudnia 2008
Miłość.
Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty
To też nie diabeł rogaty
Ani miłość kiedy jedno płacze
A drugie po nim skacze
Bo miłość to żaden film w żadnym kinie
Ani róże ani całusy małe duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół
Drugie ciągnie je ku górze
Ile jestem ci winien
Ile policzyłaś mi za swą przyjaźń
Ile były warte nasze słowa
Kiedy próbowaliśmy wszystko od nowa
Ale za nim pójdę chciałbym powiedzieć ci że
...że dobiłeś mnie do dna.
komentarze [0]
28 listopada 2008
Narkotyczne ołówki.
Niedojedzona kanapka, unoszący się kurz z pierdół na półkach, ciemno szare palce i zbliżający się świt. Rzeczywistości wracaj, bo tracę z tobą kontakt!
komentarze [1]
4 listopada 2008
Oboje(tność)
Moje nowe imię: Obojętność.
Umarłam dla (części) świata. Umarłam dla starych znajomych, umarłam dla ambicji wykonywania rzeczy nieprzydatnych, nie żyję już otoczeniem. Teraz tylko ty i ja- pieprzona egoistka w małym papierowym świecie. Osiągnę cel tracąc wszystko, ale życie jest już takie, że zabija się jedno marzenie, by mogło żyć drugie.
komentarze [2]
16 września 2008
Zdobywczyni
Który to dzisiaj? 16 września? Dopiero?!
Odnoszę dziwne wrażenie, że już grudzień. 3 lektury za mną, 2 porażki, jeden sukces za mną, lato daleko za mną i jak tu wierzyć w lepsze jutro? Ciągne rok tak samo źle jak finish z 2007/2008, tyle że wtedy początek był obiecujący.
Zaczęłam kurs rysunku. Tak, krok milowy naprzód. Sama załatwiłam wszystko, bo chce dojść do celu na własnych nogach. Nikt nie dowiezie mnie na wózku na Mount Everest. Nierealne. Teraz kupuje sprzęt: ciepłą kurtkę, przyrządy asekuracyno- zjazdowe i liny, wytrzymałe, bo czuje, że gdy spadne w dół, to już nie zdołam wejść na szczyt.
(...)Bo ja chciałabym móc nie musieć wierzyć, że kiedyś to dostanę, co mi się należy.
komentarze [3]
28 sierpnia 2008
Pożegnanie wakacji.
Żyjąc godziną popołudniową, znajdując i zjadając okruszki z biurka, czasem tylko odrywając gałki od komputera, śmiem mówić, że przeżyłam dzień. Usilnie staram się wybić sobie z głowy myśli o roku szkolnym, który zagląda do mojego okna gdy tylko na chwile przymknę powieki próbując zasnąć. Cicho stuka w szybę długą linijką i zabiera z głowy błogie marzenia o wolności dnia jutrzejszego. Namiastka wytęsnionej beztroski układa się do snu, pozwalając postawić mnie na baczność i ubrać na biało-czarno-granatowo. Każe stawić czoło obowiązkom zabijąjącym z zimną krwią wenę, ochotę na chwilę zapomnienia przy dzwiękach własnych myśli i ucieczką do cichych uderzeń fałów o maszt. Czas się pożegnać (na 10 miesięcy).
komentarze [2]
8 lipica 2008
Kiedy dziwak, kiedy wariat?
Bądź tu mądra kobieto, gdy facet walczy o możliwość noszenia spódnicy, bo mu się jądra wtedy nie pocą i ogólnie zdrowiej jest. Wzmaga to też ponoć płodność, ale która baba o zdrowych zmysłach chciałaby sypiać z chłopem w sukience? Chory ten świat, płeć brzydka dyskryminowana, bo społeczeństwo wywiera presję i tworzy kanony 'właściwego' ubioru dla każdej z płci. Dogmaty istnieją jak widać nie tylko w Kościele.
Z drugiej strony niby żyjemy w świecie, gdzie tolerancja nie jest, a przynajmniej nie powinna być passé, a tu szturchają Cię, obrzucają wyzwiskami lub radzą się ogarnąć, bo nosisz brodę i szpilki w tym samym miejscu, w tym samym czasie. Ktoś krzyknie 'tolerancja ma swoje granice', bo niby jak odróżnić dziwactwo od patoligii(?)
komentarze [3]
9 czerwca 2008
Listownie. Znowu.
I tak nie jesteś inna, mimo tych wszystkich prób udowodnienia sobie i rżysku, że jest inaczej. Nawet gdy próbujesz pokazać, że sobie po swojemu, to i tak jak tamta i tamten. Nie uciekniesz od zrównywania, nie równości. Sama się zaorzesz i zaczniesz kiełkować pospolitością, bo boisz i ciągle boisz się krytyki, wciąż tak uciekasz przed oceną. Załóż wreszcie te duże okulary, o te największe, lecz nie różowe, bo teraz bardziej modne są żółte. Spójrz w lustro, co się tak dziwisz, że nie ma odbicia?
komentarze [3]
5 czerwca 2008
Nie wierzę narazie.
I co, że znam przyczynę. Że zrezygnowałam z sukcesu, który budował moją pewnośc siebie, że przestałam wierzyć, że jeszcze mogłoby być jak kiedyś. Uznalam, iż nigdy nie będe już tą 'jak ty to robisz'. Porażka mnie motywuje, ale porażki mieszkające obok siebie, mające źródło w jednym małym punkcie psychiki, zniszczyły mnie. Mnie, tą silną, zdeterminowaną, pewną tego, co chce osiągnąć Gośkę. Mnie, nie wychodzącą z sali 25 z miną skwaszoną numer 7 łamaną przez pogranicze płaczu.
Ile jeszcze siły?
komentarze [2]
7 maja 2008
Pryk.
Aż nie mogę uwierzyć, że mylog działa, chociaż w tym przypadku 'działa' jest raczej pojęciem względnym, bo zmiany, które wprowadziłam ponad 2 tygodnie temu, raz pojawiają się, by za chwile zniknąć. Szlag trafia na miejscu, tym bardziej, że długopisu do łapy wiąć się nie chce, by zapisać to co najważniejsze.
5/6 dni długiego łikendu z drugą połówką, 4/6 dni na łonie natury, 70% każdego dnia przespane. Ogólnie obserwacja pączków, kwiatków, sranie w banie. Żadnej twórczej myśli dziś nie spłodzę, bo całkowity relaks psychiczny, uczynił mnie niepłodną. Wybaczcie.
komentarze [2]
25 kwietnia 2008
Dziewictwo jako presja własnej psychiki i chorej ambicji.
Jak mnie żenują hasła "będe dziewicą do ślubu, to pójde do nieba", "chcę pozostać czysta aż do nocy poślubnej.
Ukrywanie się pod płaszczykiem cnotliwych z wyidealizowanego założenia i nieumiejętność przyznania się, że całą sytuacją rządzi przypadek, w dodatku dość nieszczęśliwy. Bo ku temu okazja była: na imprezie, nie skorzystałam, jestem zajebiście wartościową kobietą. Ku temu okazja, to nie siedzenie facetowi na kolanach. Okazja, to świadomość właściwego wyboru Z MIłOśCI. Potem będą leżały zakompleksione kłody, bez namiętności i czekały aż facet wpuści odrobinę spermy do ich wnętrza. Wtedy będą miały poczucie spełnionego obowiązku jako -kobieta- lub ( i tu raczej częściej) wyjdą za mąż by wreszcie zasmakować współżycia, rozwiodą się i ponownie wyjdą za mąż. Cała czystość poszła sie jebać.
Cnota jest bardziej potrzebna mężczyznom, kobiety potrzebują jej o tyle, o ile pozwala im ona zyskać przewagę nad mężczyzną i udowodnić mu swoją wyższość. Cnota to produkt kultury, to złudzenie, które kupował sobie mężczyzna, gdy chciał mieć wyłączność na kobietę. Owa wyłączność stała się jego zgubą, bo manipulowanie dziewictwem jest o wiele bardziej niebezpieczne niż manipulowanie zmysłami za pomocą technik seksualnych, a mężczyzna, którym się manipuluje, przeżywa o wiele większe rozczarowania niż ten, którego uwiedziono i porzucono.
Dziewictwo w wieku 25 lat jest wbrew naturze, dziewictwo to presja własnej psychiki. Żeby być nieczystą, nie trzeba wcale uprawiać seksu.
Nie, nie jestem dziewicą.
komentarze [8]
29 marca 2008
Co czyni z człowieka artystę.
Przecież nie to, że umie narysować budynek, nie to, że napisze 5 wierszy, a
nawet nie to że włosy potarga i założy sweter. Śmieszy mnie takie upraszczanie tego pojęcia. Artystą się człowiek rodzi, nie staje. Trzeba umieć
interpretować wszystko na swój sposób. Chwalić krytykując i krytykować
chwaląc. Nienawidzieć szablonów, a kochać wolność wyboru. Mieć odwagę
powiedzieć "nie" ideałom i stworzyć coś, a nie nic. Sprzedawać
dopiero w potrzebie ,nie dla rozgłosu. Nie zakładać, że będzie się malarzem,
poetą, pisarzem, ale poprostu nim być. Nie szukać poparcia- poparcie mieć we
własnym sercu.
Śmieję się z Ciebie, a nawet o tym nie wiesz. Ja śmieję się w ciszy, na mój
własny pomysł.
komentarze [0]
brak kategorii (91)
Prywatne (65)
Blogosfera (4)
Dla przyjaciół (18)
wszystkie (178)